ROK 1999

Będąc na ostatnim roku studiów zaproponowano mi pracę na uczelni i podjęcie zatrudnienia na etacie asystenta. Byłam bardzo szczęśliwa. Praca na uczelni wydawała się wówczas spełnieniem moich marzeń. Uczelnia jawiła się wówczas jako jednostka otwarta na pomysły, rzeczowe dyskusje, a zatrudnieni w niej pracownicy jako ludzie o wysokiej kulturze osobistej i najwyższych standardach etycznych. Moje wyobrażenia stosunkowo szybko zostały negatywnie zweryfikowane.
Dopóki kierownikiem katedry była osoba z tytułem profesora zwyczajnego praca była w miarę „normalna”. Wszystko diametralnie zmieniło się, gdy kierownikiem została osoba, która zrobiła habilitację. Podlegałam wówczas wielu działaniom o charakterze przemocy, których wówczas nie rozpatrywałam w kontekście mobbingu. Zrozumiałam, że to mobbing wiele lat później. Te działania to m.in.: zmuszanie do pisania artykułów podczas urlopu macierzyńskiego i wychowawczego (chodziło o „tworzenie” dorobku kierownika katedry do uzyskania stopnia profesora zwyczajnego); konieczność dopisywania do artykułów, zarówno kierownika katedry jak i „pupilów kierownika”; panowało przekonanie: kierownik kieruje katedrą zatem należy go dopisywać do wszystkiego w katedrze, bez względu czy coś robił czy nie. Ponadto na porządku codziennym było wyzywanie i krzyki. W trakcie wykonywania prac badawczych do doktoratu kilkukrotnie miało miejsce niszczenie moich prób badawczych oraz zanieczyszczanie odczynników co nigdy, mimo każdorazowego zgłaszania sprawy kierownikowi katedry, nie wywołało żadnej reakcji z jego strony. Jak się okaże, to było zaledwie preludium do tego co działo się później.

ROK 2010

Mimo wielu przeciwnościom, w wymaganym czasie, uzyskałam stopień naukowy doktora po czym poszłam na urlop macierzyński połączony z wychowawczym.
Po powrocie do pracy (po 2 latach nieobecności) rozpoczęły się regularne działania prześladowcze, choć dalej nie postrzegałam działań kierownika jako mobbingu. A przybrały one na sile gdy zwróciłam uwagę kierownikowi katedry, że podczas mojej nieobecności zostały opublikowane artykuły, w których nie byłam wymieniona jako autor, a do których wykonywałam badania. Gdy zapytałam kierownika, dlaczego nie ma mnie w publikacjach jako współautora, usłyszałam, że przecież byłam na urlopach i te artykuły i tak nie wliczą mi się do dorobku i nie są mi do niczego potrzebne.

Wówczas po raz pierwszy bardzo zdecydowanie zareagowałam i powiedziałam, że jest to działanie niedopuszczalne (tym bardziej, że współautorami artykułów zostały osoby, które nie miały żadnego udziału w tych pracach). Dodałam również, że takie działanie nie może mieć miejsca.

Od tego momentu zaczęło się regularne znęcanie, które polegało na wyzywaniu, wyszukiwaniu absurdalnych zarzutów, rozsiewaniu plotek, krytykowaniu każdej działalności oraz wskazane wcześniej działanie, które było „powszechnie” uznawane za normalne - dopisywanie do publikacji zarówno kierownika katedry jak i jego najbliższego współpracownika (który był w trakcie habilitacji), a w późniejszym okresie kolejnego kierownika katedry i mojego kolejnego mobbera. W tamtym okresie zaczęłam okazywać swoje niezadowolenie, co wywoływało u kierownika ogromną agresję. Praktycznie nie było tygodnia, abym nie zalewała się łzami. Wielokrotnie zgłaszałam sprawę ówczesnemu Dziekanowi Wydziału, a także informowałam o psychicznym znęcaniu się nade mną Dyrektorowi Instytutu. Za każdym razem słyszałam: „jesteś tylko doktorem. Nikt nie ruszy profesora. Musisz wytrzymać i zrobić habilitację".

W związku z bardzo złym stanem psychicznym, po raz pierwszy skorzystałam z pomocy lekarza, który przepisał mi leki uspakajające. Wystawił mi też zaświadczenie, aby unikać sytuacji stresujących. Wiedzę o tym w jaki sposób jestem traktowana mieli współpracownicy mojej katedry, a także część pracowników wydziału.
W tamtym okresie jeszcze nie wiedziałam, że najgorsze jest przede mną.

ROK 2016

Nowym kierownikiem katedry zostaje wcześniej wspomniany bliski współpracownik kierownika. Jego motto życiowe: „po to kowal ma szczypce, aby za niego robiły” oraz drugie, „trzeba tak robić, aby się nie narobić”.
Na porządku dziennym była konieczność dopisywania, tym razem już wszystkich pracowników katedry do artykułów, które od początku do końca wykonywałam sama (badania, statystyka, redakcja). Inaczej nie dostałam finansowania na działalność naukową: badania, konferencje, opublikowanie artykułów. Za korektę artykułów na język angielski płaciłam z własnych pieniędzy. W czasopismach, w których nie trzeba było płacić za artykuły, byłam jedynym autorem. Potem miałam awantury, że nie dopisywałam innych współpracowników do bezpłatnych artykułów. Byłam jedyną osobą w katedrze, która publikowała.
Nowy kierownik dążył do tego abym nie zrobiła habilitacji. Twierdził, że mam za małe osiągnięcia.
W tajemnicy przed kierownikiem zaczęłam wysyłać do jednostek naukowych w Polsce swój dorobek z prośbą o ocenę i możliwość rozpoczęcia postępowania habilitacyjnego. Przez bardzo długi czas kierownik nie pokazał mi swojego wniosku o habilitację, bo jak się okazało przypisał sobie w publikacjach mojego autorstwa 30% udziału, mimo, że były to publikacje, do których zmuszona byłam dopisać jego, ale i innych pracowników. Można więc wyobrazić sobie jaki udział został dla mnie, osoby, która całą pracę wykonała zupełnie sama.

ROK 2017

Sytuacja była już w moim odczuciu dramatyczna i nie do zniesienia po złożeniu dokumentów habilitacyjnych do Centralnej Komisji. Kierownik zostaje jednocześnie Dziekanem Wydziału. Wtedy to dopiero dochodzi do mnie, że wieloletnie działania skierowane w moją osobę to nic innego jak mobbing. Oficjalnie ogłaszam kierownikowi, że kończę z dopisywaniem innych do moich prac. Dochodzi do tego, że przychodzę do pracy i włączam dyktafon. Mam nagrania, gdzie jest mowa, że muszę dopisywać do moich artykułów innych współpracowników, bo przecież zadaniem kierownika jest utrzymanie katedry i zagwarantowanie dorobku katedrze. Ponadto udokumentowany jest negatywny wizerunek pozostałych współpracowników przedstawiony przez kierownika (np. że konkretny pracownik musi być dopisany do artykułu, ponieważ jest to mu potrzebne aby przetrwać na uczelni do emerytury). Jestem już w naprawdę złej kondycji psychicznej, szukam informacji na stronach internetowych o organizacjach zajmujących się mobbingiem.
Awantury są na porządku dziennym. O wszystko. Przede wszystkim o to, że głośno powiedziałam, że nie będę dopisywać współpracowników do artykułów. Następnie pojawiają się fałszywe zarzuty wobec mojej osoby, że:
- nie współpracuję z pozostałymi współpracownikami katedry,
- izoluję się od ludzi (mam okresy lepsze i gorsze w kontaktach z ludźmi, a w zasadzie ich brak),
- biorę urlopy, żeby nie spotkać się z nowo przyjętym pracownikiem,
- na moją habilitację pracowali wszyscy współpracownicy katedry i to teraz ja muszę się zrewanżować,
- nic nie robię,
- udaję, że nie wiem co dzieje się w katedrze (a przecież nikt mi nic nie mówi).

ROK 2018

Po otrzymaniu pozytywnej decyzji o przyznaniu stopnia doktora habilitowanego informuję Rektora Uczelni o wieloletnim nękaniu mnie przez przełożonych. Zostaję na swój wniosek przeniesiona do innej katedry (za porozumieniem stron). Rektor obiecał mi, że działania te się nie powtórzą.

W nowej katedrze czuję się bardzo dobrze, mogę rozwijać swoje obszary badawcze. Jestem wspierana w swoich działaniach przez nowego kierownika i mogę liczyć na wsparcie współpracowników katedry.
Niestety mobber do chwili obecnej nie został ukarany i działa dalej. Tym razem już nie jako bezpośredni kierownik, ale jako Dziekan Wydziału. Nadal jestem przez niego szykanowana, choć w mniejszym zakresie. Jestem jednak praktycznie wyeliminowana z życia wydziału. Na mój temat rozpowszechniane są plotki. Była także próba skierowania do Komisji Dyscyplinarnej fałszywych oskarżeń o fabrykowanie przeze mnie wyników badań, które miały być wykorzystane w doniesieniach konferencyjnych; jednak jestem pracownikiem sumiennym, więc archiwizuję zarówno wyniki badań jak i wszelkie inne dokumenty przeprowadzanych przeze mnie prac.
W związku z wieloletnim działaniem prześladowczym zmuszona byłam do skorzystania ze specjalistycznej opieki psychologiczno-psychiatrycznej, dzięki której ustąpiły myśli samobójcze, a mój stan zdrowia psychicznego uległ poprawie. Dzięki wsparciu ze strony rodziny, przyjaciół oraz organizacji zajmującej się pomocą ofiarom mobbingu jestem w stanie wykonywać swoje obowiązki. Zastanawiam się jednak co będzie dalej i na ile starczy mi siły by stać oko w oko z oprawcą, który pozostaje bezkarny.

5.png3.png6.png7.png8.png3.png