Wiktymizacja w środowisku naukowym. Kilka uwag o procesie stawania się ofiarą w świecie akademickim.          

Celem artykułu jest zwrócenie uwagi na proces stawania się ofiarą w środowisku akademickim, w którym ludzie nauki postrzegani są jako osoby o podwyższonym statusie, także moralnym. Za tytułami i stopniami naukowymi, za powagą autorytetu, często ukrywane są jednostkowe dramaty, a także nerwice, nałogi, zaburzenia osobowości, psychopatie.

Do tego dochodzi założenie o autonomii uczelni, które w naszych realiach nierzadko służy wspieraniu poczucia bezkarności, nawet w sytuacjach, w których mamy do czynienia z jawnym naruszaniem prawa. Jeśli dodamy do tego opisywane w literaturze przypadki „psychopatów odnoszących sukcesy” (ang. successful psychopaths), którzy mimo bezwzględności w działaniu mogą mieć znaczące osiągnięcia w nauce, biznesie czy polityce[1] - otrzymujemy specyficzne środowisko, które może skutecznie naruszać, poniżać i krzywdzić - czyli wiktymizować, nie tylko pierwotnie, ale i wtórnie.

Proces stawania się ofiarą - wiktymizacja

Wiktymologia [łac. victima ‘ofiara’, gr. lógos ‘słowo’, ‘nauka’] to multidyscyplinarna dziedzina nauki, której zadaniem jest całościowa analiza zjawisk dysfunkcjonalnych i zapobieganie nieprawidłowym procesom i zjawiskom, których wynikiem są różnorodne formy pokrzywdzenia[2].

Do opisania tego, co dzieje się z ofiarą wskutek doświadczenia przemocy (we wszystkich jej formach) wiktymolodzy sformułowali pojęcie wiktymizacji. Wyróżnia się wiktymizację pierwotną i wtórną. Pierwsza dotyczy bezpośrednich skutków zdarzenia o charakterze traumatycznym. Druga  opisuje następstwa płynące z reakcji społecznego otoczenia ofiary na jej doświadczenie krzywdzenia i te wynikające ze sposobów działania instytucji publicznych. Następstwa w postaci wtórnej wiktymizacji będą wypadkową interakcji między cechami, typem, i formą reakcji społecznej, ale także ich subiektywnym odbiorem przez ofiarę [3].

Ofiary przestępstw, szczególnie te, które przez długi czas doświadczały przemocy, często nie mają odpowiednich zasobów psychicznych i fizycznych, aby się obronić. Są też podatne na zranienie, często cierpią w efekcie stresu pourazowego (PTSD)[4]. Doświadczenie zagrożenia czy wręcz traumy czyni ogromne spustoszenie w psychice człowieka. Jest ono tym większe, im dłużej ofiara doświadczała przemocy lub innych form nadużyć. Ofiary mają też niską samoocenę, brakuje im poczucia kontroli nad swoim życiem, są bezradne i zagubione, mają trudności z podejmowaniem decyzji, odczuwają silny stres, a odczuwany lęk wzbudza w nich tendencję do wycofywania się z sytuacji, której celem jest ukaranie sprawcy.

Wiktymizacja wtórna ma miejsce wówczas, kiedy ofiara przestępstwa doznaje kolejnej (wtórnej) krzywdy ze strony innych osób - otoczenia, rodziny, bliskich. Krzywdzące postawy innych ludzi są często wynikiem ciekawości, niewiedzy, nieumiejętności wczucia się w sytuację cierpiącej osoby. Są także - w środowisku akademickim zdecydowanie zbyt często - spowodowane przez stereotypy, skutkujące potępieniem ofiary i jej stygmatyzacją.

Dlaczego często obwiniamy ofiarę a nie sprawcę?

Ofiary przestępstw i innych form pokrzywdzenia często są postrzegane jako osoby, które same w jakiś sposób przyczyniły się do własnego cierpienia. Jak podaje E. Aronson, obwinianie ofiary jest ogólnoludzką tendencją do przypisywania ofierze odpowiedzialności za doznane przez nią cierpienie. Zjawisko to jest formą atrybucji dyspozycyjnych, czyli takiego sposobu wyjaśniania zdarzeń, w którym odpowiedzialność za zaistniałe okoliczności lokowana jest po stronie cech osobowościowych jednostki[5].

Niemałą część społecznych atrybucji stanowią założenia przypisujące odpowiedzialność za sprawstwo ofiarom. Obwinianie osób pokrzywdzonych może odbywać się poprzez:

  • uzasadnienia przypisujące ofierze negatywne cechy (Coś z tą Profesorką musiało być nie tak, nie zwolnili jej przecież bez powodu; Młoda pani doktor nie była dyskryminowana, ona po prostu nie jest wystarczająco mądra);
  • sugestie wskazujące na błędy popełnianie przez osobę pokrzywdzoną (Na pewno miał beznadziejny dorobek, skoro odmówili mu habilitacji);
  • opinie sugerujące współudział ofiary w sprawstwie (Doktorantka była molestowana przez swojego promotora, bo pewnie w jakiś sposób go prowokowała).

Zjawisko to badał m.in. psycholog kliniczny Melvin Lerner. Zauważył, że personel medyczny – ludzie, których uznawał za ciepłych i empatycznych – regularnie obwiniał pacjentów za cierpienie jakiego doznawali. Nie mógł także zrozumieć, dlaczego jego studenci z taką łatwością poniżają i wykpiwają osoby biedne, ignorując systemowe czynniki wpływające na ich sytuację. Lerner przeprowadził szereg eksperymentów, które pozwoliły mu na sformułowanie hipotezy sprawiedliwego świata. Koncepcja ta zakłada błąd poznawczy polegający na przekonaniu, że świat jest sprawiedliwy, przewidywalny i zależny od naszych działań. Ceną za utrzymywanie tej iluzji jest obwinianie ofiary za to, co ją spotkało. Dla zachowania poczucia bezpieczeństwa w obliczu niemożliwej do naprawienia krzywdy zaczynamy intensywniej dostrzegać te wszystkie fragmenty zachowania ofiary, które “sprawiły”, że doszło do jej pokrzywdzenia. Jeżeli działamy zgodnie z podświadomym założeniem, że ludzie otrzymują to, na co sobie zasłużyli, to trzeba znaleźć racjonalne wyjaśnienie i powód, dla którego doszło do pokrzywdzenia. Co ciekawe, na podstawie tych samych mechanizmów osoby nagradzane czy zajmujące eksponowane stanowiska uznajemy za lepsze, bardziej moralne i pracowite.

Ludzkie oceny i działania obarczone są też tzw. błędem ślepej plamki, który polega na tym, że mamy wrodzoną skłonność  do niezauważania własnych błędów w myśleniu i ocenie rzeczywistości, przy jednoczesnym przypisywaniu ich innym osobom. Na przykład członek komisji habilitacyjnej, który przypadkiem od powiązanej z habilitantem organizacji otrzymuje propozycję sporządzenia dobrze płatnej opinii uważa, że nie wpłynie to w sposób podświadomy na jego własne decyzje, co do oceny dorobku habilitanta. Kiedy jednak zastanawia się, jak postąpiliby jego koledzy, skłonny jest uznać, że mogliby w takiej sytuacji zatracić konieczny obiektywizm i pobłażliwiej podejść do wymagań habilitacyjnych. Dodatkowo, kiedy znamy zakończenie danej historii, jesteśmy bardziej skłonni wyszukiwać przyczyny, które do takiego zakończenia doprowadziły. Kiedy wiemy, że kogoś spotkała niesprawiedliwość, pokrzywdzenie czy inna tragedia, znajdujemy elementy, które musiały do niej doprowadzić (tzw. efekt pewności wstecznej, ang. hindsight bias).

Autonomia uczelni - warunki idealne do zniszczenia ofiary i ucieczki przed odpowiedzialnością

Znakiem prestiżu i dostojeństwa Uczelni pozostają także insygnia rektora: berło – oznaka władzy i symbol mądrości, łańcuch – symbol godności urzędu oraz trwałości i więzi łączących rektora z Uniwersytetem oraz pierścień – symbol zaślubin rektora ze społecznością Uniwersytetu i wierności ideałom Wszechnicy[6] -  czytamy na stronie Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Jak podkreśla Jerzy Bralczyk, różne są aspekty autonomii. Kiedy mówimy o autonomii uczelni, trzeba wziąć pod uwagę wymiar polityczny, organizacyjny, aksjologiczny. "Autonomia to tworzenie prawa dla siebie, to rządzenie się własnymi prawami [pokreślenie własne]".  Autonomia uczelni jest przywilejem, instrumentem, która wiąże się z konsekwencjami, i z odpowiedzialnością. J. Bralczyk zwraca jednak uwagę, że "z nazwy wynikają często cechy, ale niejednokrotnie bywa i tak, że nadmierne ich używanie może nas prowadzić do hasłowości. Do użycia słowa w sensie perswazyjno-propagandowym. Używanie tego słowa w takim sensie zaciemnia rozumienie"[7].

Wydaje się zatem, że właśnie to <<zaciemnione rozumienie>> znaczenia i wartości autonomii uczelni, na które wskazuje słynny językoznawca, prowadzi do wypaczeń i nadużyć, które są szczególnie łatwe do ukrycia w środowisku korzystającym ze wspomnianych wyżej insygniów (i kryjących się za nimi przywilejów władzy). A kiedy członkowie akademickiej społeczności są dobrze ukryci za togami i sobolami, bardzo trudno jest dostrzec, że wcale nie są wolni od zwykłych ludzkich problemów (np. zdrady, rozwody, choroby, śmierć), a także słabości (rywalizacja, zawiść, zazdrość). Czasem - i wcale nie rzadko - bywają też obciążeni poważnymi psychicznymi zaburzeniami (tj. uzależnienia, narcyzm, borderline, natręctwa i psychozy, psychopatie). Wskazane cechy, wzmacniane przez źle rozumianą autonomię i poczucie bezkarności powodują, że wiele wyżej opisanych dysfunkcyjnych zachowań, postaw i zaburzeń w tym szczególnym środowisku napotyka doskonałe warunki do ich wzmacniania i rozwoju. Jeśli dodamy do tego silnie utrwalony w środowisku akademickim hierarchiczny porządek, zwany czasem kąśliwe feudalnym, oraz zjawisko defaworyzacji słabszych (np. doktorantów i tzw. niesamodzielnych pracowników naukowych), otrzymujemy specyficzne warunki, w których można skutecznie naruszać, poniżać i krzywdzić, często bez ryzyka odpowiedzialności za popełnione przewinienia.

I tak oto odbarwione semantycznie hasło "autonomia uczelni" staje się dziś pojęciem zdolnym pomieścić wiele niepożądanych społecznie zjawisk, takich jak gaslighting, mobbing, dyskryminowanie, znieważanie, łamanie i blokowanie kariery, i inne, nienazwane formy niszczenia człowieka. Tymczasem badania naukowe w zakresie polityki publicznej wskazują na to, że autonomia musi wiązać się z  "rozliczalnością uczelni". Wolność działania instytucji szkolnictwa wyższego nie jest wolnością absolutną i  podlega ocenie, czy uczelnia rzeczywiście służy państwu i społeczeństwu[8]. Granicą autonomii uczelni jest legalność postępowania jej organów, o czym niestety w środowisku akademickim, zwłaszcza na poziomie władz i decydentów, często się zapomina. 

Ofiary przestępstw i innych form nadużyć popełnianych w środowisku akademickim najczęściej cierpią podwójnie. Z jednej strony zmuszone są ponosić koszty psychiczne związane z samym aktem pokrzywdzenia, z drugiej zaś dodatkowo ponoszą koszty psychiczne wywołane krzywdzącą oceną moralną, nierzadko mającą swoje odbicie w sposobie postrzegania ofiary.  Pokrzywdzenie w środowisku akademickim najczęściej wiąże się z utratą dobrego imienia. Osoba pokrzywdzona często doświadcza też rozluźnienia więzi interpersonalnych, a nawet ostracyzmu. Bezkarność naruszycieli oraz zjawisko obciążania winą poszkodowanego może wywierać silny wpływ na samopostrzeganie się jednostki. Silna, uzasadniona psychologicznie potrzeba unikania sytuacji stwarzających możliwość kompromitacji w oczach innych ludzi, powoduje, że ofiary wywodzące się ze środowiska naukowego często rezygnują z dochodzenia swoich praw i boją się występować przeciwko swoim oprawcom.  Podświadome pragnienie zachowania wizji sprawiedliwego świata, w którym przyodziani w togi uczeni nie mogą dopuszczać się przestępstw ani innych form nadużyć i pokrzywdzenia powoduje, że środowisko akademickie pozostaje wyjątkowo niechętne do niesienia pomocy ofiarom, bo łatwiej jest nie widzieć, przemilczeć, zaprzeczyć niż zmierzyć się z dysonansem poznawczym i przyznać, że świat - także ten akademicki - nie jest ani dobry, ani sprawiedliwy.

Ograniczone zasoby poznawcze, brak czasu i motywacji do formułowania poprawnych sądów, chęć zachowania dobrego samopoczucia sprawi, że do czytających ten krótki artykuł dotrze tylko część informacji w nim zawartych, dokładnie ta, która akurat będzie pasować do aktualnych sądów na temat danej sytuacji, do osobistych doświadczeń, czy systemu wartościowania. Niemniej i tak warto takie zjawiska komentować i nagłaśniać, także w celu poszerzania świadomości ofiar akademickich nadużyć i przestępstw. Może zadziała zasada, że im więcej świadomości, tym mniej bezkarności? Ale dopuszczam też, że może być inaczej. Bo przecież musiało być coś "na rzeczy"! Czyż nie?!


[1] Christopher J. Patrick, Sarah J. Brislin. (2015). Antisocial personality disorder/psychopathy [w:] Robin L. Cautin, Scott O. Lilienfeld (red.), The Encyclopedia of Clinical Psychology, Hoboken, NJ, USA: John Wiley & Sons, Inc., 2015, DOI: 10.1002/9781118625392.wbecp475, ISBN 978-1-118-62539-2.

[2] https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/wiktymologia;3996191.html (dostęp 05.10.2020r.)

[3] Za Szymańska-Pytlińska, M., Chodecka, A. (2014). Badanie sądowe jako potencjalne źródła wtórnej wiktymizacji dziecka – ofiary wykorzystania seksualnego. Dziecko krzywdzone. Teoria, badania, praktyka, 13(1).

[4] Zob. szerzej I. Prusko, PTSD i złożony zespół stresu pourazowego w nowej klasyfikacji ICD-11, Diagnoza Nr 19, 2019, https://psychologiawpraktyce.pl/artykul/ptsd-i-zlozony-zespol-stresu-pourazowego-w-nowej-klasyfikacji-icd-11 (dostęp 23.10.2020 r.).

[5] Aronson E. (2012), Psychologia Społeczna, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, za E. Śliwińska, Fenomen sprawiedliwego świata a syndrom obwiniania ofiary, Niebieska Linia Nr 6/107/2016.

[6] http://50.us.edu.pl/50-lat-us/herb-i-logo-us-/-insygnia-rektorskie (dostęp 11.10.2020).

[7] Bralczyk J. (2017). „Autonomia”, „Samorządność”,„Niezależność” w Języku Polskim [w:] Autonomia uczelni

i środowiska akademickiego ‒ odpowiedzialność i etos akademicki, Instytut Problemów Współczesnej Cywilizacji im. Marka Dietricha, LXVII, Warszawa: 20.

[8] Nokkala, T., Bladh, A. (2014).Institutional Autonomy and Academic Freedom in the Nordic Context – Similarities and Differences. Higher Education Policy. 27: 1-21.

 

dr Aleksandra Nowak-Gruca

Dodaj komentarz

Komentarze   

0 # Anna K. 2020-11-30 09:49
Tu mamy przykład, gdzie pokrzywdzono bardzo zdolną doktorantkę, a osoba podająca isę za pracownika uczelni pisze dokładnie to co jest opisane w artykule powyżej.

facebook.com/.../...
Odpowiedz
+1 # Robert Bielecki 2020-11-22 15:31
Dobrze by było jeszcze opisać, jak świętoszki w gronostajach organizują sobie "krysze" wśród polityków, miejscowych organów ścigania i w wymiarze sprawiedliwości, w miejscowej prasie. Jak to wszystko jest zorganizowane za pieniądze podatnika przeciw temu podatnikowi.
Odpowiedz
+1 # Robert Bielecki 2020-11-23 10:57
UAM wydaje na reklamę w miejscowych mediach setki tysięcy złotych rocznie. W jednym roku wydali ponad pół miliona. To oczywiste, że w takich warunkach nikt niczego niepochlebnego nie napisze...
Odpowiedz
+3 # Gal 2020-10-29 05:08
Dziękuję! W końcu ktoś napisał jak to wygląda.
Pozdrowienia z uniwersytetu śląskiego!
Odpowiedz
+4 # Anonim 2020-10-28 10:55
Sama jestem ofiarą swojej promotorki. Poniżanie, mobbing, wręcz stalking, jest na porządku dziennym. Nie mam własnego życia, a moja samoocena jest równa zeru. Wpadłam w depresję i stany lękowe. Jednak nic z tym nie zrobię, bo to ja zostanę wszystkim obarczona. Przecież "promotor działa dla mojego dobra, motywuje", "na pewno nie to miał na myśli" itp. itd. W rodzinie też zero zrozumienia. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że dotrwam do końca, bo poza tym doktoratem nie mam w życiu nic.
Odpowiedz
+2 # ANowak-Gruca 2020-10-28 21:52
Nie musimy się zgadzać na przemoc. Z każdej sytuacji jest wyjście. Szkoda też, żeby uczelnia była dla Pani całym światem. To często bardzo zepsute środowisko. Szkoda dla stopnia ryzykować godność i poczucie wartości. Pozdrawiam i trzymam kciuki za znalezienie rozwiązania tej trudnej sytuacji!
Odpowiedz
+3 # Robert Bielecki 2020-10-28 21:53
Bardzo źle Pani myśli. Oni to wyczują i będą po Pani jeździć po doktoracie jeszcze bezwzględniej.
Odpowiedz
+6 # Anna 2020-10-27 22:42
Pani Doktor! Dziękuję za ten artykuł i podjęcie bardzo ważnego tematu.Niestety doświadczyłam tego, o czym Pani napisała.
Odpowiedz
+5 # Robert Bielecki 2020-10-28 10:52
Wielu doświadczyło. Czy zrobiła Pani z tym coś? Walczyła Pani o swoje prawa? Wielu ludzi pokrzywdzonych przez gronostajowe mafie myśli, że są jedynymi na świecie, że nikt im nie pomoże, nie nikt ich nie zrozumie, że stoją na przegranej pozycji. Należy się jednoczyć w tej słusznej walce.
Odpowiedz
+2 # ANowak-Gruca 2020-10-28 21:44
Pani Anno. Bardzo mi przykro. Niestety doświadczenia naruszeń i przemocy sieją spustoszenie w psychice. Proszę dbać o siebie i szukać wsparcia. Można je znaleźć także w Fundacji Science Watch Polska.
Warto też walczyć z nieprawidłowościami wszelkimi dostępnymi sposobami, im więcej odpowiedzialności, tym mniej bezkarności! Serdecznie pozdrawiam!
Odpowiedz
+1 # Robert Bielecki 2020-11-25 10:23
Wie Pani co, ja myślę, że te gronostajowe świętoszki doskonale znają ten opisany przez Panią mechanizm niepodejmowania walki przez ofiary w świecie akademickim. Oni po prostu wiedzą, że tak jest. I wygrywają, wygrywają, wygrywają kolejne rundy, ryje ciągle w korycie, aż trafi kosa na kamień...
Odpowiedz
+11 # Robert Bielecki 2020-10-27 20:52
Ciąg dalszy:

Ja teraz prowadzę wielowątkową sprawę na UAM, gdzie skandal goni skandal. Popełnili błąd sądząc, że z tą sprawą będzie tak jak zawsze do tej pory: pokłony i bicie hołdów przed magnificeeeencją. Oni wręcz wpadli w osłupienie, że ktoś śmiał się im postawić, powiedzieć im "nie". Ale jak mówiłem to publicznie wiele razy, sprawę UAM doprowadzę do samego końca i paru świętoszkom zedrę te obłudne maski, pokażę całej Polsce, KTO to jest.
Odpowiedz
+11 # Robert Bielecki 2020-10-27 20:52
Świetny artykuł! Tak, z tą "autonomią" jest coś nie tak. Nie tak jest z tą deifikacją tych całych rektorów. Sam sposób zwracania się do jakiegoś urzędnika, bo oni są urzędnikami, "magnificeeeencjooooo"... Co to w ogóle jest? Nawet w stosunku do Prezydenta RP nie bije się takich hołdów. Te groteskowe berła, czapunie, gronostaje, ten cały rytuał. A najgorsze jest to, że takie magnificeeeeencje, zanim się dochrapią tych magnificeeeeeencji, to latami są prodziekanami, dziekanami, prorektorami, potem magnificeeeencjaaaami. To zmienia im mózgi. Im się naprawdę zaczyna wydawać, że są kimś lepszym, że wolno im więcej, że są wręcz Bogami. To rodzi prawdziwą patologię.
Odpowiedz
+4 # Karolina 2020-10-29 05:34
Uważam, że będzie jeszcze gorzej. Stoimy przed ewaluacja Uczelni, która już teraz pokazuje prawdziwe oblicza przełożonych, brak szacunku i "bicie po głowie". Nie będzie dobrze. Przemoc na Uczelniach będzie jeszcze większa.
Odpowiedz

Ujawniamy nieprawidłowości w nauce - przejdź do strony habilitacja.eu            Habilitacja

1.png3.png9.png2.png6.png5.png

Nasi Partnerzy