"Seks to nie wszystko!"  O spontanicznej twórczości naukowców w recenzjach awansowych

Rozważania o tym, czy istnieje granica między prawem do krytyki naukowej, a absurdalną twórczością w recenzjach awansowych, przedstawiono na przykładzie 3 recenzji awansowych: prof. Jacka Mazurkiewicza, prof. Tadeusza Klimowicza, dr hab. Natalii Letki-Garner.

Wstęp

Nieprawidłowości w recenzjach awansowych to temat poruszany przez wiele osób, zgłaszających się do Fundacji Science Watch Polska. Doktoranci, habilitanci, czy nawet osoby ubiegające się o tytuł profesora nie wiedzą, za pomocą jakich mechanizmów mogą walczyć z nieuczciwie napisanymi recenzjami w pracach awansowych. Są to osoby, które znalazły się w niezwykle trudnej sytuacji, w obliczu ogromnego stresu. W takim momencie naukowcom potrzebne jest wsparcie merytoryczne, terapeutyczne i prawne. Niestety, żadna z osób, które zgłaszają się do Fundacji, takiego wsparcia na swojej uczelni nie otrzymała. Dlaczego? Po pierwsze, istnieje powszechne przekonanie, że treści zawarte w recenzjach nie podlegają dyskusji, a po drugie, większość naukowców w obliczu rażąco nierzetelnie napisanych recenzji nie podejmuje obrony swoich poglądów w obawie przed konfliktem ze środowiskiem.

Standardy i wytyczne, dotyczące pisania recenzji naukowych, zawarte są w dwóch bardzo ważnych dla środowiska naukowego dokumentach: Kodeksie etyki pracownika naukowego i Dobrych praktykach w procedurach recenzyjnych w nauce. Zagadnienia związane z rzetelnością recenzji były wielokrotnie komentowane, na przykład przez Rzecznika Praw Obywatelskich, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, o czym przeczytać można m.in. w artykułach Moniki Mularskiej-Kucharek[1]. Warto podkreślić, że wytyczne dla recenzentów znajdują się na stronach internetowych CKSiN i RDN.

Dlaczego zatem aż tylu naukowców zgłasza się do Fundacji Science Watch Polska z informacją o łamaniu podstawowych zasad podczas pisania recenzji? Z jakich powodów autorzy recenzji nie przestrzegają zasad etyki, dotyczących recenzowania oraz dobrych praktyk?

1. Rzetelność i obiektywność recenzji w świetle wybranych recenzji w postępowaniach awansowych

Od 2011 r. na stronach Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów publikowane są recenzje w postępowaniach awansowych, a ich lektura uświadamia, że duża część samodzielnych pracowników awansowych nie zapoznała się ani z Ustawą o stopniach i tytule ani z Ustawą 2.0, ani nawet ze wspomnianymi dokumentami, wyznaczającymi standardy w pisaniu recenzji naukowych. Znaczna część recenzentów ma problemy z oceną dorobku w postępowaniach awansowych i nie posiada odpowiedniego warsztatu i przygotowania, umożliwiającego napisanie rzetelnej i obiektywnej recenzji oceny dorobku naukowego młodszych stopniem naukowców. Dla zobrazowania zjawiska niedobrych praktyk w recenzowaniu przeanalizowano trzy wybrane recenzje autorstwa: prof. Jacka Mazurkiewicza, prof. Tadeusza Klimowicza, dr. hab. Natalii Letki-Garner.

Prof. dr hab. Jacek Mazurkiewicz – prawnik

Recenzja w postępowaniu o nadanie tytułu profesora nauk prawnych, napisana przez prof. Jacka Mazurkiewicza, to recenzja piewcy, krasomówcy, erudyty lub jak kto woli – gawędziarza. Osoby uwielbiającej swój głos. Trudno nie odnieść wrażenia, że cokolwiek mówi – wszyscy dokoła milkną i słuchają mowy autorytetu. Profesor nie gardzi również słowem pisanym. Pisze na temat, obok tematu i całkiem nie na temat. Ale to zupełnie nieważne. Napaja się słowem, zarówno mówionym, jak i pisanym.

Tak też wygląda recenzja, którą profesor napisał w postępowaniu o nadanie tytułu profesora nauk prawnych. Czego możemy dowiedzieć się z recenzji?

Po lekturze  recenzji wiemy, że profesor: ma 69 lat (s. 11), nie jest chrześcijaninem (s. 6), a przed snem pije pół kubka kakao. Zastanawia się również nad wypijaniem całego kubka dla zdrowia – woreczka żółciowego (s. 11). Od żony dostał „Księgi Jakubowe”. Został zmuszony przez żonę do przeczytania pierwszych 100 stron książki (s. 3). Zniesmaczony nudą, powiewającą z dzieła noblistki, o wiele chętniej chodzi do łóżka z dziełami (pracami) osoby recenzowanej (s. 11). W dzieciństwie był z matką w teatrze w Busku-Zdroju, na absolutnie nieprzyzwoitej sztuce „wykoncypowanej przez, pożałuj Boże, Adama Hanuszkiewicza”. Po sztuce był zniesmaczony, szczególnie nagimi biustami aktorek (s. 12).

W rodzinnym mieście prof. J. Mazurkiewicza, Bychawie, są cmentarze żydowskie, ale są tu też najlepsze pierogi, „nie tylko z farszem z kaszy gryczanej. Choć najlepsze na świecie pierogi ruskie ziemniaków wymagają” (s. 15).

Ale najważniejszy w recenzji jest opis wrocławskich przystanków. Prawdopodobnie prof. J. Mazurkiewicz chętnie jeździ autobusami, bo autobusom i napisom, pojawiającym się na słupach przystankowych, poświęcił wiele miejsca w recenzji o nadanie tytułu profesora.

Przytoczmy fragmenty recenzji: „O ileż bardziej niż lekturą Noblistki ubogaciłem się i uweseliłem się napisem na słupie przystanku autobusu 131 we Wrocławiu: „Seks to nie wszystko!” z dopiskiem po tygodniu „Ale jednak!”, czy głęboko filozoficznym napisem na słupie autobusu pospiesznego N w tym mieście „Fikać?” z dopiskiem po jakimś czasie „Ależ tak!”

Trudno ocenić, czy dorobek naukowy kandydatki do tytułu naukowego spełnia ustawowe kryteria. Z recenzji można się dowiedzieć więcej o życiu, upodobaniach, przywarach i dzieciństwie prof. J. Mazurkiewicza, niż o osiągnieciach naukowych kandydatki. Wprawdzie recenzja zakończona jest pozytywną konkluzją, a profesor twierdzi, że kandydatka z naddatkiem, jeśli nie po dwakroć spełnia wymogi przewidziane w art. 227 ust.1 Ustawy z 20 lipca 2018 r., o tyle ostatnie zdanie z recenzji „o powyższych predyspozycjach (…) wypowiadam się jak najpoważniej” można w obliczu tak napisanej recenzji uznać za sarkazm.

Prof. dr hab. Tadeusz Klimowicz – rusycysta

Recenzja o nadanie stopnia doktora habilitowanego autorstwa prof. Tadeusza Klimowicza wygląda na recenzję napisaną przez osobę mającą problem z odnalezieniem się we współczesnej rzeczywistości. Recenzent jakby nie rozumie, że obecni doktoranci i habilitanci to osoby przebojowe, mobilne, aktywne. W recenzji dorobku habilitacyjnego pisze: „(…) opublikowała 2 monografie, 47 artykułów (9 kolejnych ukaże się wkrótce) oraz zredagowała samodzielnie jeden tom artykułów, a trzy we współpracy z innymi badaczami (…). W ciągu ośmiu lat (2007-2014) uczestniczyła – jak wynika z wykazu – w 26 sympozjach (2007 – 1, 2008 – 2, 2009 – 4, 2010 – 3, 2011 – 3, 2012 – 3, 2013 – 5, 2014 – 5). A to oznacza prawie sześć artykułów i trzy konferencje rocznie. To dużo. To bardzo dużo. To za dużo. To nadaktywność naukowa (…)”

Po tych matematycznych analizach prof. Klimowicz przechodzi do świata bajkowego pisząc: „Była sobie praca doktorska” i zastanawia się, kto i ile pieniędzy przeznaczył na wydanie pracy doktorskiej habilitantki, kwitując półstronicowy wywód: „nic mi – recenzentowi – do tego”.

Czytając recenzję prof. T. Klimowicza, należy się głęboko zastanowić: w jaki sposób oceniana pani doktor dobrnęła do habilitacji, w jakich czasopismach i w jakich wydawnictwach publikowała swoje prace, skoro recenzent pracy habilitacyjnej dokonuje jedynie krytycznej oceny przedstawionych publikacji. Przy okazji krytykuje również cechy charakteru habilitantki, używając słów, które są w powszechnej opinii uznane za obraźliwe i znieważające. Pisze m.in., że jest nieświadoma (s. 5), bezradna (s. 10) i szamocze się (s. 10). Pani doktor ma „drewniany język” (s. 6), co recenzent kwituje: „Jaka piękna katastrofa! Już nie tylko językowa. Całe zresztą resume sprawia wrażenie jakby Google Translate maczał w tym palce”.

Końcówka recenzji to jaskrawy przykład, że tytuł profesora daje wielu osobom klucz do świata wszechwiedzy. Posiada go również prof. T. Klimowicz – literaturoznawca i rusycysta, który bez oporu potrafi przybrać togę prokuratorską i stygmatyzuje habilitantkę słowami: „To się chyba nazywa plagiat. Nie wykluczam i takiej sytuacji, że Pani Doktor nie ściągała od pani Iry, ale obie panie niezależnie od siebie przepisywały te same fragmenty jakiejś trzeciej pracy. To oczywiście niczego nie zmienia. To wciąż się chyba nazywa plagiat. Taka wisienka na habilitacyjnym torcie” (s. 16).

Czytając recenzję trudno uwierzyć, że napisał ją profesor z wieloletnim stażem naukowym i życiowym (70 l.). W wielu miejscach recenzent powołuje się na Autoreferat habilitantki, zamiast dokonać rzetelnej analizy osiągnięć złożonych w postępowaniu habilitacyjnym. Duże zastrzeżenia budzi również wydana przez profesora konkluzja, w której „nie upoważnia do nadania jej stopnia naukowego doktora habilitowanego”.

Dr hab. Natalia Letki-Garner – socjolog

Recenzja w postępowaniu o nadanie stopnia doktora habilitowanego, napisana przez dr hab. N. Letki-Garner, to recenzja osoby czującej swoją wielkość i wyjątkowość. Pewnej siebie i wysoko aspirującej, która wie, że „stoją za nią” wielkie autorytety polskiej nauki. W recenzji dr hab. Letki-Garner niejednokrotnie używa sformułowań lekceważących dorobek habilitantki, sformułowań złośliwych czy wykraczających poza merytoryczną ocenę prac habilitacyjnych. Tym samym wchodzi w rolę ogólnonaukowego arbitra, który podważa oceny dziekanów, rektorów a nawet Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Recenzja dr hab. N. Letki-Garner rozpoczyna się od analiz matematycznych, w których recenzentka oblicza: „(…) łączna liczba punktów za jej publikacje wynosi 332[2]. Biorąc pod uwagę, że składa się na to 6 monografii (w tym dwie ze współautorami), 2 redakcje czasopism monotematycznych, 7 rozdziałów w pracach zbiorowych oraz 34 artykuły naukowe, daje to średnio niecałe 7 punktów na publikację, a więc są to publikacje bardzo nisko punktowane” (s. 2). Trudno uwierzyć, że samodzielny pracownik naukowy pozwala sobie w recenzji dorobku habilitacyjnego na takie uproszczenia, zaniżając jednocześnie wartość publikacji! Ciekawy zabieg, ale czy etyczny i zgodny z dobrymi praktykami?

W dalszej części recenzji możemy się dowiedzieć, że dr hab. N. Letki-Garner (jak na osobę o wysokich ambicjach przystało) preferuje dzieła wielkie, gdyż pisze: „przedstawione do oceny książki są niewielkich rozmiarów, o podobnym układzie rozdziałów: rozdział o zjawisku A, rozdział o zjawisku B, jeden lub dwa rozdziały o zjawiskach A i B razem, podsumowanie. (…) W żadnej z książek nie znalazłam informacji i źródle finansowania publikacji”. Czyż nie treść książek oraz ich recenzje wydawnicze są najważniejsze w ocenie merytorycznej publikacji? Zastanawiające jest, jakiego kryterium dotyczy ocena przez dr hab. N. Letki-Garner źródła finansowania? Z pewnością jednak nie mówią o tym żadne kryteria z rozporządzenia MNiSW w sprawie kryteriów oceny w postępowaniu habilitacyjnym z 2011, do stosowania których zobligowany jest recenzent.

O tym, że recenzentka nie lubi podobnych układów, stałości i niezmienności na rzecz różnorodności i rozmaitości, świadczą kolejne fragmenty recenzji, np.: „schematyczny i blokowy charakter” (s. 5), „taki typ analizy jest stosowany we wszystkich publikacjach Habilitantki” (s. 6); „dorobek (…) jest skromny a jednocześnie dość jednolity tematycznie” (s. 4);

Różnorodność, barwność i wielkość jest domeną recenzentki, bowiem potrafi na 12 stronach recenzji dyskutować nad monotonnym dorobkiem, pisząc: „Recenzja dorobku dr… była trudna do napisania, ponieważ nie ma w nim interesujących tez, z którymi można by polemizować, nowatorskich metod, które można by chwalić (…). Przy czym to, co można by docenić, jak choćby fakt dystrybuowania książki w wersji papierowej przez Columbia University Press oraz w wersji elektronicznej (e-książka) przez Cambridge University Press recenzentka deprecjonuje w wyjątkowo złośliwy sposób.

W recenzji dr hab. N. Letki-Garner zarzuca habilitantce niemoralność obyczajową, pisząc, że habilitantka podejmuje: „Próby kokietowania recenzentów (które) napawają smutkiem”.

Kończąc recenzję, dr hab. N. Letki-Garner wykazuje troskę, niemieszczącą się w granicach recenzji naukowych, o losy publicznych finansów pisząc: „Fakt przyznania (…) stypendium dla wybitnych młodych naukowców stanowi moim zdaniem jaskrawy przykład marnotrawienia środków publicznych” (s. 11) i wnosi o „zamknięcie procedury habilitacyjnej i odmowę nadania (…) stopnia doktora habilitowanego (s. 12).

Recenzja dr hab. N. Letki-Garner była komentowana w mediach społecznościowych oraz w Gazecie Wyborczej pod artykułem Zachciało mi się pić. Podali mi wrzątek". Pierwszy polski watchdog, który tropi nadużycia na uczelniach. Bardzo trafnie skomentował pod artykułem recenzję jeden z Czytelników, pisząc: „Przeczytałam recenzje habilitacyjne dr Moniki Mularskiej-Kucharek i uważam, że recenzja dr hab. Natalii Letki-Garner jest nie do przyjęcia. Sformułowanie zawarte w recenzji o - "próbach kokietowania recenzentów" ma wyraźnie złośliwe podłoże bez żadnego związku z oceną dorobku. Pani Natalia Garner-Letki w tym zdaniu sugeruje, że habilitantka "podrywa recenzentki", jest "trzpiotką" i "podfruwajką"! Czy o tym należy pisać w ocenie dorobku habilitacyjnego??? NIE! Już to jedno zdanie jest naruszeniem dóbr osobistych i godności dr Mularskiej-Kucharek. Kolejne sformułowanie użyte w recenzji dorobku naukowego przez Natalię Garner - "trudno (?) zrozumieć szczególne miejsce, które znalazł w sercu Habilitantki test Bonferroniego (?)" - dlaczego recenzentka zajmuje się SERCEM habilitantki? To nie jest praca z kardiologii, tylko z socjologii”.

2. Przyczyny nierzetelności w recenzjach

Przedstawione w artykule recenzje dorobku naukowego to tylko przykłady kwiecistej twórczości samodzielnych pracowników naukowych. O tym, gdzie kończy się granica wyznaczająca prawo do krytyki naukowej, a gdzie rozpoczyna obszar absurdu w recenzjach awansowych, można pisać wiele. Seks, kakao, pierogi i kokietowanie – to z pewnością pojęcia, które nigdy w recenzjach nie powinny się znaleźć. Dlaczego jednak doświadczeni naukowcy nie rozumieją podstawowych zasad pisania recenzji?

Przyczyn jest kilka:

  1. Brak jest wystandaryzowanego wzoru recenzji, co umożliwia wybitnym specjalistom ocenianie dorobku według ustalonych przez siebie reguł.
  2. Brak jest konkretnych kryteriów oceny dorobku naukowego, gdy jeden dorobek oceniany przez kilku naukowców, może być oceniony bardzo subiektywnie, ze względu na umiejętności i doświadczenie recenzenta.
  3. Brak jest wyciągania konsekwencji za napisanie nierzetelnych recenzji. Jak już wspomniano na początku artykułu – tylko nieliczni naukowcy zgłaszają nieprawidłowości dotyczące recenzji, np. do sądów, walcząc o prawo do ochrony naruszonych praw.
  4. Dyrektorzy instytutów, dziekani i rektorzy bezkrytycznie przyjmują „dzieła” w postaci nierzetelnie napisanych recenzji.
  5. Wynagrodzenie recenzenta za napisaną recenzję w postępowaniu awansowym wynosi około 3000 zł, bez względu na ilość stron w recenzji oraz jej jakość, i co istotne, bez konsekwencji za wady formalno-prawne.
  6. Najważniejsza w recenzji jest konkluzja[3]. Reszta wywodów recenzenta jest dla postępowania awansowego nieistotna. Znane są zarówno pozytywne recenzje z negatywną konkluzją, jak i negatywne recenzje zawierające pozytywną konkluzję.
  7. Istnieje niepisane społeczne przyzwolenie na pisanie nierzetelnych recenzji.

Od lat istnieje przekonanie, że z recenzjami się nie polemizuje, że recenzje są niezaskarżalne. Dotychczas recenzenci, piszący „kwieciste” recenzje, pozostawali bezkarni, niejednokrotnie używając sformułowań obraźliwych czy nieprawdziwych, pomijali istotne elementy w dorobku, lub eksponowali drobne uchybienia, które urastały w recenzjach do ogromnych rozmiarów.

W 2016 r. prof. Wiesław Theiss w jednej z „superrecenzji” napisał: „Odpowiedzi na recenzje (…) naruszają dobro publiczne (powaga uniwersytetu) oraz dobro indywidualne recenzentów i innych członków Komisji habilitacyjnej”. Można by zapytać, czy to się dzieje naprawdę? A tym bardziej, gdzie w postępowaniu habilitacyjnym jest miejsce na ochronę dobra indywidualnego habilitanta?

Zakończenie

Recenzent powinien oceniać osiągnięcia naukowe, a nie osobę recenzowaną. Niedopuszczalne jest stosowanie w recenzjach kąśliwych, niemerytorycznych uwag (np. „kokietowanie recenzentów”). Recenzent nie może wykraczać poza ramy konieczne do oceny osiągnięcia dzieła. I choć z jednej strony recenzent musi posiadać możliwość swobodnej wypowiedzi, wolności słowa i wyrażania opinii, to prawo to nie jest jednak nieograniczone. Nie wolno przekraczać pewnych granic, które mogą naruszyć godność osoby ocenianej, jej wizerunku, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego [4].

Ważne stanowisko w przedmiotowej sprawie wynika z orzeczeń sądu. W doktrynie i w judykaturze[5] wskazuje się, że działanie w ramach obowiązującego porządku prawnego, by wyłączyć bezprawność, musi być dokonane w granicach określonych tym porządkiem prawnym, to jest pozostawać w zgodzie z obowiązującymi przepisami, powinno być rzeczowe, obiektywnie podjęte z należytą ostrożnością i przez osobę uprawnioną. Nie może też wykraczać poza niezbędną dla określonych prawem celów potrzebę w zakresie wyrażonych ocen. Ponadto, oprócz wymogu zachowania rzeczowości, obiektywizmu i należytej ostrożności – w przywołanym już wyroku Sądu Apelacyjnego w Łodzi w sprawie I ACa 707/12 zwrócono również uwagę na konieczność zachowania odpowiedniej, godnej formy i stylu wypowiedzi. Sąd ten zauważył, że poziom dyskursu naukowego i wymiany poglądów pomiędzy pracownikami naukowymi powinien odpowiadać kanonowi kultury słowa. Co istotne, wskazał też, że status zawodowy i poziom wykształcenia, a także wykonywanie funkcji dydaktycznych zobowiązują do zachowania kultury wypowiedzi, szczególnie w odniesieniu do innej osoby, a także dobrych obyczajów.

Każdy recenzent ma prawo do krytyki dzieła, ale nie ma prawa do obrażania, poniżania i zniesławienia osób ocenianych. Na napisanie recenzji samodzielny pracownik nauki ma 6 tygodni, co wydaje się wystarczającym czasem, aby ocena osiągnięć napisana była w sposób zaplanowany, przemyślany, wyważony i rzetelny. Jeżeli natomiast w recenzji osiągnięć naukowych znajdą się elementy niezgodne z rzeczywistością, recenzent powinien podlegać odpowiedzialności karnej lub cywilnej.

Przypisy

[1] https://sciencewatch.pl/index.php/195-obowiazki-recenzenta-a-odpowiedzialnosc-prawna-i-etyczna-recenzentow-stanowisko-mnisw
[2] Nie wiemy, za jaki okres jest ta punktacja. Biorąc pod uwagę, że od otrzymania stopnia doktora do złożenia wniosku habilitacyjnego upłynęły 4 lata, jest to bardzo dużo.
[3] W przytoczonych recenzjach widać jaskrawe przykłady nieznajomości prawa przez recenzentów. W recenzjach piszą o „zamknięciu procedury habilitacyjnej” lub „nieupoważnieniu do nadania stopnia doktora habilitowanego”, gdy tymczasem konkluzja powinna zawierać stwierdzenie, czy osiągnięcia naukowe wnioskodawcy spełniają kryteria naukowe czy nie.
[4] Wyrok SN z dnia 17 maja 2017, III KK 477/16.
[5] Sąd Najwyższy w wyroku z 13 kwietnia 2000 roku, III CKN 777/98, System Informacji Prawnej LEX nr 51361 oraz Sąd Apelacyjny w Łodzi w wyroku z dnia 10 października 2012 roku, I ACa 707/12).
[6] Fotografia zmodyfikowana. Pobrana ze strony http://www.freepik.com [pobrano 20.06.2020 r.].

 

dr Joanna Gruba
Prezes Fundacji
Science Watch Polska

email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Dodaj komentarz

Komentarze   

+8 # Ż@DNY INFORMACJI 2020-07-30 20:27
#Joanna... Lektura tej recenzji 'ubogacila' mnie bardziej niż lektura tekstów Noblistki, choć Księgi Jakubowe mnie nie nudzily. Ale czytałem chyba w 2015, wtedy nie piłem jeszcze kakao. Niestety nadmiar glukozy może sprzyjać senności i mącić umysł. Ale recenzja rzetelna, jak żadna. A dorobek tej Pani imponujący. Profesora belwederska z wyróżnieniem. Prof M chyba sobie żarty robił, szkoda że w postępowaniu o stopień i za pieniądze podatników.
Odpowiedz
+3 # Joanna 2020-07-30 18:51
Recenzje są informacją publiczną. Wszystkie 3 recenzje opisane w artykule zamieszczone są na stronie CK.
Recenzja prof. J. Mazurkiewicza znajduje się pod linkiem ck.gov.pl/.../...
Dla ułatwienia - jest to recenzja nr 4
Odpowiedz
+6 # Ż@DNY INFORMACJI 2020-07-30 18:37
Opublikujcie tę recenzję w całości, skoro straszą Was sądem. Może ten Pan z CK też się wypowie. Ta trzecia recenzja nie jest zbyt kontrowersyjna, środkowa już bardziej ale ta o biustach i seksie. Pokażcie całość, bo seks to nie WSZYSTKO!
Odpowiedz
0 # Magdalena 2020-07-30 12:18
#Ewa. Recenzja jest informacja publiczną, dokumentem finansowanym ze środków publicznych. W przypadku recenzji Prof.Mazurkiewicza ciężko zarzucać wyrwanie zdań z kontekstu bo jaki kontekst w naukowym dyskursie może mieć opisowane w recenzji picie kakao czy komentowanie napisów na przystankach. Chyba że o tym właśnie był dorobek, i o sztuce w Busku Zdroju ... Może rzeczywiście warto opublikować cała recenzję, skoro taki wzór naukowej rzetelności. Może CK albo RDN doda jako załącznik do dobrych praktyk?
Odpowiedz
-4 # Ewa 2020-07-30 10:36
Część 2
Tylko dlatego musi Pani tymczasem poczekać. Profesor wróci i zadecyduje, być może złoży wniosek w postępowaniu karnym i zawiadomienie w postępowaniu dyscyplinarnym oraz pozew dotyczący naruszenia jego dóbr osobistych. Roszczenia o naruszenie dóbr osobistych nigdy się nie przedawniają. Nie wykluczam, że profesor się tylko z politowaniem uśmiechnie i splunie na pani opus. Ja już teraz to czynię.

PS
Skoro Pani weszła w posiadanie tej i innych recenzji, choć wiem, w jaki sposób, może Pani tę recenzję w całości opublikuje. Żeby czytelnicy tego blogu wiedzieli, z kim mają do czynienia. Nie myślę już uczestniczyć w dyskusji na tym blogu. Niewykluczone, że spotkamy się w sądzie.
Odpowiedz
-1 # Robert Bielecki 2020-07-30 13:22
Żeby "spotkać się w sądzie", będzie pani musiała wystąpić z podniesioną przyłbicą...
Odpowiedz
+4 # M.Mularska-Kucharek 2020-07-30 14:11
Szanowna Pani, wszystkie recenzje zamieszczone są na stronie Centralnej Komisji.
Odpowiedz
-6 # Ewa 2020-07-30 10:36
Część 1
Znam tę recenzję. Jest merytoryczna, przedstawia szeroko dorobek osoby recenzowanej, spełnia wszystkie wymogi formalne. To, co pani zrobiła „przedstawiając tę recenzję”, jest wstrętne. Pisze Pani nieprawdę manipulując i wyrywając z kontekstu niektóre frazy. To dyskwalifikuje Panią etycznie także jako nauczyciela akademickiego. Dokonała Pani czynu wypełniającego znamiona przestępstwa zniesławienia oraz naruszyła Pani dobra osobiste, profesora Mazurkiewicza. Profesor ma 70 lat, jest w pełni sił badawczych i twórczych, przebywa aktualnie daleko od Polski.
Odpowiedz
-1 # Robert Bielecki 2020-07-30 09:34
Ja uczestniczyłem osobiście w posiedzeniu Rady Wydziału Neofilologii UAM, gdy odczytywano tę recenzję prof. Klimowicza. Pamiętam, jakie co rusz było poruszenie na sali, gdy padały te soczyste wyrażenia. Z tego, co pamiętam, to decyzja Rady WN była dla habilitantki ostatecznie negatywna, ale było mnóstwo głosów wstrzymujących się. Przynajmniej to jest pocieszające, że nie każdy runął z automatu na kolana przed takim autorytetem...
Odpowiedz
+3 # Michał 2020-07-30 09:11
draństwem jest pisanie takiej recenzji. Kakao, napisy na przystankach i inne osobiste wynurzenia w recenzji dorobku? Ciekawy jestem czy taką recenzję dopuszczono w ogóle do procedury?
Odpowiedz
-2 # Robert Bielecki 2020-07-30 09:42
A jest jakaś procedura "niedopuszczenia do procedury"? Oni są de facto bezkarni i to musi się raz a porządnie zmienić. Ci, którzy przeciwko temu protestują, to "frustraci", no i taki miażdżący argument: "podważają Powagę Uczelni"...
Odpowiedz
-4 # Jacek Mazurkiewicz 2020-07-29 19:39
To, coście zrobili z moją recenzją, jest draństwem. Manipulacja, to za mało. Jasne, że naruszyliście moje dobra osobiste i wyraźnie dokonaliście czynu wypełniającego znamiona zniesławienia. Draństwo Wasze mnie nie dziwi i szczególnie nie boli. Jest jednym z zapewne miliardów fenomenów draństw, które były, są i będą. Niech Bóg czuwa nad Wami. prof. Jacek Mazurkiewicz    
Odpowiedz
+5 # Joanna 2020-07-29 20:43
Panie Profesorze, w którym miejscu jest napisana nieprawda? Wszystko co jest napisane w artykule, to cytaty z Pana recenzji...
Proszę nie mieszać Boga do naszych spraw.
A recenzja awansowa, proszę pamiętać, decyduje o życiu człowieka.
Odpowiedz
-4 # Ewa 2020-07-30 06:39
Czy pani szczerze uwaza, ze zdania wyrwane z kontekstu sa uczciwa krytyka? Jezeli pani recenzje czytala, to wie pani doskonale, ze jest to dobra recenzja. Wstyd.
Odpowiedz
-1 # Waldemar 2020-07-30 09:49
A czy Pani szczerze uważa, że przywołane z recenzji zdania powinny znaleźć się w recenzji, która jest dokumentem, opinią biegłego?
Odpowiedz
+3 # #Waldemar 2020-07-30 08:25
Pani Joanno,

to oczywiste, że artykuł nie podoba się bohaterom, ale z pewnością uświadamia odbiorcom, z jakim poziomem dyskursu naukowego mamy do czynienia, jak bardzo ignorowane są zasady etyki czy dobre praktyki w zakresie recenzowania czy też zasady współżycia społecznego przez ludzi nauki. Dobrze, że ten artykuł powstał. Przywołane treści z recenzji prof. Mazurkiewicza nie licują z recenzją, jako dokumentem, opinią biegłego. O takich rzeczach można pisać w pamiętniku.
Odpowiedz
+2 # #Waldemar 2020-07-30 08:26
Podobnie, jak recenzja dr hab. Letki, której celem nie jest ocena dorobku, a zniszczenie wizerunku osoby ocenianej, tak to widzę. Jeśli do tego dołożyć zniesławiające, pełne pogardy wpisy na profilu FB tej pani, na które kiedyś natrafiłem, a które dotyczą osoby recenzowanej i jej pozanaukowej działalności, to tym bardziej się ku temu skłaniam. Przeczytałem także w jednym z wpisów, że to Pani zdemaskowała w innym z artykułów, dlaczego ona napisała negatywną recenzję: "to ze strachu i zawiści", napisała p. Letki. Szczere wyznanie, jak na recenzenta, nawet jeśli podszyte ironią. Uwieczniłem te wpisy, jako przykład na szkolenia na bezstronność recenzenta.
Odpowiedz
-1 # Robert Bielecki 2020-07-30 07:31
A czy te Pana wywody o tym, że "Seks to nie wszystko", nie zostały opublikowane na stronie Centralnej Komisji? Tam Pana nie zniesławiają?
Odpowiedz
-1 # nil 2020-07-28 08:43
Brawo Profesorze Klimowicz, wyszła rubaszna stalinowska satyra. Pewnie czasem tak trzeba!
Odpowiedz
-1 # #habkompetentny 2020-07-27 21:20
Uważam, że tymi trzema recenzjami powinna się zainteresować Komisja etyki! Oficjalne stanowisko powinna zająć także CK czy RDN. Recenzja pani Letki, która przez lata była twarzą reformy Gowina narusza wszelkie standardy pisania recenzji.Narusza także
dobra osobiste osoby recenzowanej i zawiera nawet niewłaściwą konkluzję, co powinno stanowić podstawę do nieprzyjęcia dokumentu przez wydział. Z tego, co mi wiadomo ta pani recenzowała granty w NCN... Zastanawiam się nad obiektywizmem i rzetelnością tych recenzji...
Odpowiedz
+6 # maniewska 2020-07-27 20:57
Tak, istnieją bardzo niekompetentni recenzenci z literkami "prof. dr hab." przed nazwiskiem, zwłaszcza ci, z których uprzejmości korzystają czasopisma naukowe. Do standardów zachodnich nam bardzo, bardzo daleko!
Odpowiedz
+5 # Dr hab Kompetentny 2020-07-27 18:22
#Anty-dezinformacji, przykro się czyta, że członek CK- jak się podaje- wybierający recenzentów, głosi takie tezy. Recenzja, która nie spełnia standardów obiektywizmu jest sprzeczna z Kodeksem Etyki. Recenzja, ktora narusza godność osoby recenzowanej jest sprzeczna z Kodeksem cywilnym (dobra osobiste). Recenzja, w której poświadczono nieprawdę jest sprzeczna z Kodeksem karnym. Rozumiem, że recenzenci są ponad prawem? Napisanie uczciwej i rzetelnej recenzji to obowiązek samodzielnego pracownika nauki. Dlaczego nie można wymagać, żeby zastał wykonany z najwyższą starannością? Tego wymagają zasady współżycia społecznego i reguły deontologii zawodowej.
Autorka nie ma kompetencji do opisania karygodnych twierdzeń w recenzjach, bo nie ma habilitacji? Od kiedy hab. jest kompetencją niezbędną do wypowiadania się w sprawach publicznych? Polecem zapoznanie się z prawem, zaczynając od Konstytucji. Ignorantia iuris nocet, nawet w przypadku CK.
Odpowiedz
-1 # Ewa 2020-07-30 06:58
nie chodzi o kompetencje, chodzi o rzetelnosc, uczciwosc. Wyrwane z kontekstu zdania, czy nawet jedynie fragmenty zdan, to nieuczciwa "krytyka".
Odpowiedz
+4 # M. Mularska-Kucharek 2020-07-27 08:00
Swoją drogą, nie wiem, czy p. Letki byłaby zadowolona z tej wypowiedzi o niekompetentnych recenzentach... Trudno nie odnieść wrażenia, że brakiem kompetencji tłumaczy Pan treść artykułu J. Gruba w tym zakresie. Czyżby niekompetencja recenzentów miała tłumaczyć pisanie nierzetelnych recenzji...Odważne tezy...
Odpowiedz
+3 # anty-dezinformacji 2020-07-27 10:35
Nigdzie nie napisałem, że jakikolwiek recenzent jest niekompetentny.
Napisałem tylko, że nawet kompetentni recenzenci nie zawsze piszą wartościowe recenzje. Dlatego recenzentów jest zawsze co najmniej 3 (w zależności od procedury) i argumenty pozamerytoryczne z recenzji powinny nie być przez komisje habilitacyjne lub odpowiednio CK/RDN brane pod uwagę (i przynajmniej w mojej sekcji nie są).
Odpowiedz
+4 # M. Mularska-Kucharek 2020-07-27 08:00
Poza tym, skoro nie czytał Pan recenzji p. Letki, to proponuję nadrobić zaległości. To pod wieloma względami bardzo ciekawa lektura, choć treści krzywdzące, m.in. z racji wielu nieprawdziwych informacji. Proponuję także zajrzeć do Dobrych praktyk w zakresie recenzowania czy Kodeksu etyki pracownika, albo na stronę CK czy RDN, bo znajdzie Pan tam informacje dot. zasad recenzowania dorobku. Albo ewentualnie na bloga wybitnego autorytetu i członka CK zarazem prof. B. Śliwerskiego, który kilka dni po opublikowaniu artykułu, który Pan komentuje, popełnił dość interesujący wpis: "Problemy z recenzentami czy recenzjami w sprawie wniosków pedagogów o nadanie im stopnia naukowego doktora habilitowanego?"
Z treści można wywnioskować, że profesor odnosi się także do recenzentki, którą bierze Pan w obronę.
Odpowiedz
-4 # anty-dezinformacji 2020-07-27 10:22
Recenzji nie czytałem, bo, jak pisałem, artykuł został napisany przez osobę niekompetentną. W szczególności w artykule brak jest jakichkolwiek linków do recenzji i nie wiadomo jakich osób one dotyczą (ani czy w ogóle istnieją). Dlatego odnoszę się tylko do artykułu. Imię i nazwisko chronię z 3 powodów. Po pierwsze dlatego, że nikt do tej pory tak się nie podpisywał,
Po drugie dlatego, że jest to portal dla "myślących inaczej": moje słowa są wypaczane a uczestnicy "czytają między wierszami" (np. w powyższym artykule prof. Śliwerskiego nie ma nic o pani dr hab. N. Letce-Garner).
Po trzecie dlatego, że jak widać moje komentarze zostały skomentowane:
"ucieka Pan przed odpowiedzialnością za naruszanie dóbr osobistych"
Ciekawe jakie dobra w tych komentarzach naruszyłem.
Odpowiedz
+2 # M. Mularska-Kucharek 2020-07-27 07:59
Szanowny Panie "anty-dezinformacji",
z przyjemnością się odniosę, jeśli podpiszę się Pan od swoimi wypowiedziami z imienia i nazwiska.
Skoro ma Pan tak wybitne osiągnięcia i głosi Pan tak odważne tezy, to zupełnie nie rozumiem, dlaczego ukrywa się Pan pod pseudonimem. Wstydzi się Pan swoich przekonań, czy też w ten sposób ucieka Pan przed odpowiedzialnością za naruszanie dóbr osobistych?
Odpowiedz
-13 # anty-dezinformacji 2020-07-26 08:43
Nie czytałem recenzji dr hab. N. Letki-Garner i opieram się tylko na danych z artykułu. Podawanie łącznej punktacji (według aktualnych danych MNiSW) jest wymagane i nie jest to wymysł piszącej recenzję. Dzielenie przez liczbę prac nie bardzo ma sens, ale przy tej ilości prac średni wynik 7 punktów jest bardzo niski (nigdy nie opublikowałem pracy w czasopiśmie mającym mniej niż 25 punktów w starej punktacji ministerialnej).

Brak źródeł finansowania świadczy o braku grantów autora i współpracowników, co jest faktem zdecydowanie negatywnym.
A argument o "kokietowaniu recenzentów" zależy np. od tego co znajduje się w autoreferacie.

Pod ostatnim stwierdzeniem, że "stypendium dla wybitnych młodych naukowców w obecnej postaci stanowi jaskrawy przykład marnotrawienia środków publicznych" mogę się tylko podpisać. I w recenzji warto się było do tego faktu odnieść, bo inaczej pojawiłyby się głosy, że recenzent nie wie, że ma do czynienia z "młodym wybitnym".
Odpowiedz
-8 # anty-dezinformacji 2020-07-26 08:23
Artykuł napisany z punktu widzenia doktora bez habilitacji i bez doświadczenia w pisaniu recenzji i wyznaczaniu recenzentów. Krótko mówiąc, przez osobę niekompetentną i niezdającą sobie sprawy, że np. znalezienie kompetentnych recenzentów jest zazwyczaj trudne. Jeśli jeszcze zaczniemy potencjalnym recenzentom grozić procesami za pisanie negatywnej recenzji, to tylko idiota się tego podejmie. Na dodatek stawki za napisanie recenzji są mniejsze niż podane w artykule i nie dotyczą habilitacji prowadzonych przez CK.
Odpowiedz
+5 # #Magda KA 2020-07-26 18:07
"Znalezienie kompetentnych recenzentów jest zazwyczaj trudne" - czy to oznacza, że mamy pozwolić na oceny tych niekompetentnych? Niech wypowiadają się w sprawie czyjegoś dorobku? "Grożenie procesami"? Prawdziwa bezczelność przy tak niskich stawkach... Pozwólmy niekompetentnym naruszać dobra osobiste, dla dobra nauki i w imię autonomii uczelni. Niech zaścianek polskich uczelni gnije nadal, ważne że pod togami i sobolami.
Żałosny komentarz, pisany za pewne przez kogoś, kto bez kompetencji za marne stawki pisze negatywne recenzje:-) moje gratulacje!
Odpowiedz
-10 # anty-dezinformacji 2020-07-26 20:57
Jeszcze gorzej: komentarz został napisany przez członka CK wyznaczającego recenzentów. Znalezienie kompetentnych recenzentów jest zazwyczaj trudne
a kompetentni nie zawsze piszą wartościowe recenzje. Jednak grożenie im procesem jest zupełnym nieporozumieniem. Ciekawe, że nikt nie chce napisać odpowiedzi do drugiego komentarza o części bezsensownych argumentów dotyczących recenzji dr hab. N. Letki-Garner (choć liczba minusów jest podobna i na razie dziwnie przypomina liczbę członków zarządu fundacji...).
Odpowiedz
+7 # #Magda KA 2020-07-26 18:12
Ps. Dla mnie ktoś, kto będąc niekompetentnym podejmuje się obowiązku recenzji to właśnie ten cyt. w poście #anty-dezinfornacji. I piszę ten komentarz z poziomu doktora, który świetnie radzi sobie na zagranicznych kontraktach, i żadne powroty NAWA czy stypendia nie skłonią mnie do powrotu, właśnie z opisanych m.in. w tym artykule, patologii:-(
Odpowiedz
+2 # Robert Bielecki 2020-07-26 18:34
Będzie dokładnie odwrotnie. Dopiero jak poczują bat nad sobą, to skończą się takie skandale jak opisane w artykule.
Odpowiedz
0 # #habilitowany 2020-07-27 14:00
Zawsze może Pan przesłać sprostowanie. Poza tym mógłby Pan sobie darować wywody sprzeczne ze stanem prawnym i regulacjami etycznymi w zakresie sporządzania recenzji.Ja w przeciwieństwie do Pana przeczytałem recenzję i uważam że ona narusza zasady etyki i nigdy takiej recenzji bym ani nie przyjął ani nie napisał. Jestem bardzo zniesmaczony, że uczelnia została dopuszczona, jako dowód w postępowaniu.
Odpowiedz
+18 # brent 2020-07-10 19:53
Najbardziej mi się podobały wywody tego gościa od kakao, nagich biustów aktorek i napisach na słupach przystanków w mieście. Wielki umysł, ta recenzja powinna zostać wydana jako osobne dzieło, wręcz opus magnum autora!
Odpowiedz
-1 # Ewa 2020-07-30 06:32
nie wolno wyrywac z kontekstu male fragmenciki i na tym opierac swoja krytyke. Pani Joanna Gruba wlasnie to robi. Czytalam cala recenzje prof. Jacka Mazurkiewicza. Jest bardzo dobra. Rzeczowa. Przez te, przez dr. Grube krytykowane "smaczki" czyta sie ja z zainteresowaniem. I jak przypuszczam, dr Gruba to doskonale wie.
Odpowiedz
0 # Robert Bielecki 2020-07-30 09:52
Nie no, czytam ten wpis i oczy przecieram ze zdziwienia... Cała recenzja jest dobra i rzeczowa. Pada słowo "cała", czyli bez wyjątków. Czyli dobre jest i to kakao, i żydowskie cmentarze, i ten seks, i te przystanki, i te linie nocne...
Odpowiedz
0 # Zwątpiony 2020-07-30 17:54
#Ewo! Z jakiego kontekstu tak bezprawnie wyrwano ten tekst o seksie na przystankach? Jakaż głębsza refleksja naukowa za tym stoi, bo może jako informatyk mam zawężone pole widzenia. To była chyba praca z prawa, więc podaj proszę ten kontekst, z którego wyjęto to zdanie:
. Bo szczerze, gdybym zobaczył coś takiego w swojej recenzji, to bym zwątpił. Podaj więc ten szerszy kontekst, do którego to naukowe twierdzenie pasuje, i z którego zostało w taki podły sposób wyjęte. Naprawdę chciałabym zrozumieć dlaczego ktoś pisze coś takiego, bo w moim pojmowaniu nauki to się po prostu w głowie nie mieści.
Odpowiedz

Ujawniamy nieprawidłowości w nauce - przejdź do strony habilitacja.eu            Habilitacja

1.png2.png1.png5.png4.png1.png

Nasi Partnerzy